Jak to działa?

Gdyby ktoś w internecie zapytał o to, jak działają dudnienia różnicowe i jak działają na mózg i świadomość – odpowiedź byłaby prosta; oklepana i taka jak zwykle. Pełna odniesień do jednego lub dwóch artykułów sprzed lat, do krzywej Ostera, do tworu siatkowatego, do Hemi-Sync i twórczości Roberta Monroe’a, a współcześnie – znalazłoby się tu też miejsce dla geometrii, unaukowionej duchowości i fizyki kwantowej. Gdyby ktoś zapytał ogólnie – jak działają nagrania do do wspierania pracy mózgu i świadomości – odpowiedź zapewne w dużej mierze odwoływałaby się do tego wszystkiego, co zbudowano wokół dudnień róznicowych w ciągu minionych dwóch dekad.

Rzecz w tym, że gdy słucham markowych (i świetnych) nagrań, które mają stymulować skupienie – chce mi się spać i śpi mi się przy nich bardzo dobrze, a te relaksacyjne do snu – czasem świetnie sprawdzają się przy pracy. (I rzecz w tym, że niektórych nagrań – dobrze rozreklamowanych w internecie i ładnie opisanych – nie da się słuchać w ogóle, ale to już inna bajka). Wtedy – teorie wiążące częstotliwości sygnału z falami mózgowymi lub ze stanami świadomości – coś trochę jakby biorą w łeb. I nie to, że ze mną jest coś nie tak. Inni też tak mają. Więc jak to jest?

Ano – na całe zagadnienie można spojrzeć nieco inaczej, nieco szerzej. Zostawmy na moment dudnienia różnicowe jako takie, a przyjrzyjmy się modelowi opartemu na cybernetyce (nie mylić z NLP).

W całym procesie interakcji z nagraniami psychoaktywnymi – wyróżniam cztery główne warstwy, które składają się na efekt końcowy.

Po pierwsze – fizyczne przetwarzanie sygnałów. Czy to będzie dźwięk, czy inny bodziec fizyczny lub wewnętrzny – jest on przetwarzany m.in przez system, który zamienia te bodźce na informacje własne. Przyjmijmy że jest to układ nerwowy, choć niewykluczone że nie tylko. Mówimy dziś o układzie nerwowym, bo całkiem sporo o nim wiemy i całkiem sporo potrafimy pokazać. A więc – dźwięk jest przetwarzany na dynamiczną elektryczność, która gdzieś tam sobie krąży i jest przetwarzana dalej. Całe to przetwarzanie oddziałuje rzecz jasna na system.

Po drugie – powstawanie znaczenia. Jeśli przyjmiemy, że układ nerwowy jest jak fizyczny komputer, to system zajmujący się nadawaniem znaczenia – jest zainstalowanym tu oprogramowaniem. To co widzimy, słyszymy, odbieramy zmysłami i meta-zmysłami – ma charakter obiektowy, konceptualny, nazwany. To tu słyszymy różnicę częstotliwości jako pulsację lub stereofoniczne dudnienie różnicowe i jako zespolony ton dźwiękowy o pewnych własnościach. W mózgu jest tylko elektryczność. Tu – jest owe WOWOW, na które zwracamy uwagę lub nie, coś o czym możemy powiedzieć – „aha, to jest ten dźwięk, to wrażenie”.

Po trzecie – uczestnictwo. Jakaś część ciebie (ta która jest świadomym i samoświadomym ja) – decyduje podążać się za odbieranym bodźcem konceptualnym. Mniej lub bardziej świadomie – podążasz lub płyniesz za bodźcem i wchodzisz z nim w interakcje. Nie jest to bez znaczenia, bo świadome, samoświadome i spójne ja – jest najbardziej energochłonną częścią twojego oprogramowania zwanego psychiką (mimo że robi najmniej i otrzymuje najmniej informacji ze świata zewnętrznego; za to jest to unikalny rodzaj pracy).

Po czwarte – wstępne uwarunkowania. To jak reagujesz na różne rzeczy – jest już z góry jakoś wyuczone (celowo bądź mimowolnie), uwarunkowane (środowiskowo, biologicznie), wyprofilowane, unawykowione. Jeśli nauczysz się spać przy nagraniach stymulujących skupienie – będziesz spać. Tutaj także tkwią upodobania i preferencje oraz środowisko bieżące w którym jesteś.

Te cztery elementy – fizyczne przetwarzanie sygnału, programowe nadawanie znaczenia dla innych warstw oprogramowania, świadome uczestnictwo i rozmaite wstępne uwarunkowania – dają naprawdę solidną podstawę, by szukać dalej i by nie ograniczać się do klepania w nieskończoność mantry o tworze siatkowatym i krzywej Ostera.

Teraz kiedy to już wiesz – być może łatwiej będzie ci zrozumieć, dlaczego czasem nagrania działają inaczej niż mówi instrukcja. I być może będzie ci łatwiej podjąć decyzję, czego szukasz pod swoim kątem lub czy chcesz się nauczyć reagować inaczej na to, co już znasz.

sweet

Jak słuchać?

Muzyka „mainstream’owa” (pop, rock, easy listening i inne) ma to do siebie, że w pewnym sensie jest uśredniona i nadaje się na każdą okoliczność i w zasadzie w dowolny sposób; głośno, cicho, rano, wieczorem, ze słuchawek, z głośników (tych lepszych i tych gorszych), etc. Działa zawsze mniej więcej tak samo. Wystarczy włączyć radio.

Zaś z „borderline’owymi” (z pogranicza) eksperymentami dźwiękowymi, to różnie bywa. Dzieje się tak dlatego, że eksperymentalne przestrzenie dźwiękowe aktywnie wykorzystują mechanizmy słuchu, słyszenia i przetwarzania bodźców zmysłowych; wchodzą w głębsze interakcje. Dzieje się tak rónież dlatego, że eksperyment dźwiękowy nie zawsze jest muzyką pełnospektralną (pomijając nieco inną charakterystykę pasma, dynamiki i relacji tonalno-wibracyjnych).

To wszystko generuje czasem pewien problem. Po pierwsze – borderline’owe przestrzenie dźwiękowe – mogą rodzić uczucie większego kontrastu „lubię / nie odpowiada mi to” (idzie to w parze z intensywnością oddziaływania w stosunku do muzyki mainstreamowej). Po drugie – kontrast ten będzie bardziej odczuwalny w zależności od nastroju i samopoczucia, pory dnia, pory roku, stanu zdrowia, etc., a reakcje będą bardziej widoczne.

Po trzecie – trudniej jest dobrać sprzęt (głośniki, słuchawki), żeby się tego dobrze słuchało. Nie wspominając o tym, jak bardzo różnie brzmią współczesne zestawy odsłuchowe – i łatwo się o tym przekonać biorąc ze sobą do sklepu odtwarzacz z paroma ulubionymi albumami. Kiedyś, z kolegą – przekopaliśmy się dla niego w markecie przez kilkadziesiąt modeli słuchawek (zajęło nam to dwa dni) – i w zasadzie jedna para od biedy mogła być… A on ani nie był „audiofilem” ani inżynierem dźwięku; po prostu chciał mieć komfort słuchania. Współcześnie, źródłem rozterek przy tego typu zakupach – jest niestety zwykła bylejakość mnogiego towaru zalegającego na półkach i większa ilość (dostępność) sprzętu profilowanego pod kątem konkretnych zastosowań (scenariuszy odsłuchu).

I po czwarte – istotną rolę zaczynają tutaj odgrywać warunki odsłuchu. Czy jest jasno, czy ciemno, poziom hałasu i aktywności na zewnątrz, głośność odsłuchu.

Na głośności słuchania chciałbym się na moment skupić, by coś podpowiedzieć. Stopniowanie. Poziom bardzo głośny to taki, który zagłusza dźwięki otoczenia; poziom głośny to taki który jest po prostu donośny. Za poziom normalny – przyjmijmy spokojną rozmowę z osobą siedzącą w odległości 1-3 metrów; tak jakby ktoś do nas mówił. Poziom cichy to taki, przy którym łatwo zasnąć i się obudzić bez „dygnięcia” (radio grające w pokoju za ścianą obok?), a poziom bardzo cichy, to taki na granicy słyszalności, gdzie wiele rzeczy się zlewa – ale jest zachowana akustyczna ciągłość. Niektóre albumy eksperymentalne – będą brzmieć wspaniale, gdy słuchasz ich cicho lub bardzo cicho (pobaw się z serią Sonitou), na słuchawkach „niekomputerowych”. Zmiana głośności w tych przypadkach spowoduje – że będziesz słuchać czegoś zupełnie innego i w odczuciu – nieco rozstrojonego. Tricki psychoakustyki.

tree

Muszę się do czegoś przyznać, mianowicie że…

Tak czytając wpis na jednym z blogów autorskich, muszę się do czegoś przyznać. Mianowicie albowiem że… też lubię bawić się słowami. Lubię ubierać różne rzeczy – w mądrze brzmiące, ciekawe, a czasami zupełnie nowe – słowa, opisy, akronimy (Robert Monroe też zresztą znany był z zamiłowania do akronimów). I wierz lub nie – granie słowami też jest sztuką.

Ogólnie rzecz ujmując, to moje bawienie się słowami – jest formą percepcji. Pewnie mało kto słyszał nazwę „percepcja analityczna”, natomiast z pewnością wiele osób spotkało się ze sformułowaniami w swoją stronę – że za dużo kontrolują bądź analizują.

Więc wyjaśnijmy sobie dwie rzeczy. Percepcja analityczna to nie jest kontrolowanie sytuacji. Percepcja analityczna to nie jest analizowanie tego co do ciebie dociera. Percepcja analityczna jest to postrzeganie świata – w liczbach, wartościach, słowach, gotowych znaczeniach. Bardziej to przypomina geometryczne bryły przestrzeni, które gdy na nie „spojrzeć” (nacisnąć) – odsłaniają się lub wylewają w formie zwerbalizowanego słowa. Słyszysz dźwięk, i widzisz (wiesz) wartości w decybelach, lokalizacje i rozmiary metryczne, i mnóstwo innych rzeczy. Meta-zmysły. Analizowanie i kontrola oznacza aktywny udział w przetwarzaniu informacji, percepcja analityczna to pasywna receptywność, odbieranie rzeczy w pewien sposób.

I tak na marginesie – ktoś, kto nie ćwiczy procesu werbalizacji i nazywania – kończy jako piątej kategorii channelingowiec, z którego wszyscy się śmieją, że za świętymi się ugania. To co mówisz i jak nazywasz rzeczy – kształtuje pozostałe obszary twojej percepcji, a co za tym idzie – przekonania. Języki ludzkie nie są wyuczone czy wymyślone, one są wbudowane; dopiero wariacje środowiskowe kształtują powstawanie odmian formalnych.

Ale wracając do tematu. Ktoś, kto ma percepcję analityczną, często ma twardy orzech do zgryzienia, gdy chce czegoś posłuchać i po prostu podelektować się muzyką lub sesją dźwięku. Czy można coś z tym zrobić? Tak. Po pierwsze – uświadom sobie że/czy masz percepcję analityczną. Jeśli masz – to zrób z nią jak ze wszystkim. „Zamknij oczy”. Po drugie – skoro wiesz, że twoje analizowanie i kontrolowanie jest jednak formą percepcji a nie celowego działania – uświadom sobie, że są również inne formy postrzegania. Wyobraź sobie i poczuj – jak by to było być takim zwykłym słuchaczem muzyki. Wejdź w jego rolę i pobaw się nią. Z biegiem czasu dostrzeżesz – przyłapiesz się na tym – że gdy wchodzisz w rolę słuchacza, włącza ci się drugi rodzaj percepcji, ten bardziej przydatny. Percepcja estetyczna.

lato

Testujemy!

Sprzedawanie nagrań, to żmudna praca i zajęcie ciekawe raczej dla tych, którzy się utrzymują z tej formy aktywności; marketing, kuszenie, ubieranie w coraz ładniejsze słowa. Jasne – rzecz potrzebna; czasem po to by dotrzeć do ludzi, a czasem by przetrwać w zwykłej i codziennej rzeczywistości. Ale tworzenie nagrań – to już jest prawdziwa pasja. Stoi za tym wiele. Doświadczenie, inspiracja, pomysły, sam proces powstawania, i nierzadko – wiele niezwykłych zdarzeń. Mało kto wie – jak wiele kryje się za gotowym produktem. Rzecz w tym, że w sklepie jest tylko efekt końcowy, a reszta – możecie się domyślać sami. Plus mnóstwo pytań bez odpowiedzi.

Jakiś czas temu zaproponowałem więc Krzyśkowi aby dodać na Spojrzeniu blogi dla autorów i twórców. Po co? Ano po to, że autor czy twórca też człowiek. A niestety – żyjemy w coraz bardziej anonimowym świecie, w którym cegiełki informacji przerzucają się pomiędzy cegiełkami informacji, od czas do czasu wybierając metodę płatności. Tylko… W tym wszystkim człowiek jakiś taki samotny i smutny się robi, bo w galimatiasie komercjalizacji wszystkiego na wszelkie możliwe sposoby – zaczyna dlań brakować miejsca. (Hello World! World…? Where are you…?!)

Wiem, że mam fanów, tak samo jak i ja – jestem fanem innych artystów. Ot – choćby J.S.Epperson, bestsellerowej i światowej klasy twórca muzyki dla świadomości od lat 90-tych (tworzył dla Hemi-Sync i Instytutu Monroe’a), którego cenię od niemal 15 lat (Krzyś – pamiętasz historię z Higher? A w zeszłym roku historia zatoczyła pełne koło), a którego poznałem duuuużo później, gdy już sam wkroczyłem w świat inżynierii i projektowania dźwięku. Wiem jak to jest chcieć z kimś takim porozmawiać lub mieć jakiś kontakt i wiem, że to co robię ja – budzi również dość szerokie zainteresowanie w Polsce i coraz bardziej za jej granicami (przy okazji wyszło, że J.S. sympatyzuje do wielu moich nagrań, co jest dla mnie komplementem). Ale nie każdy ma odwagę lub czas.

Tak więc blogi te – mają być formą kontaktu z nami – artystami, twórcami, producentami, jak również – mają być próbą uczynienia naszej pracy i rękodzieła twórczego – rzeczą bardziej ludzką, a nie – nastawioną wyłącznie na monetyzację. Tyle tytułem wprowadzenia.

Z dżungli Waldemareckiej,
J.K.Chris

Dżungla Waldemarecka

p.s.: blogi są lub mogą być moderowane, aby ograniczyć spam.